sobota, 6 marca 2010

Dzień szesnasty, 2 marca. Bliskość.

„Cień porusza się tak, jak życzy sobie słońce”


Parę dni temu zauważyłam coś na ścianie. Wielka mi rzecz, powiecie. Może i niewielka, ale ruchliwa. Myślałam że to haczyk po obrazku, który kiedyś tu wisiał, albo po krzyżyku, albo po czymś jeszcze innym. Dziś jednak moje oczy znów powędrowały w owe miejsce i ów „haczyk” zmienił swoje położenie. Nie wiem co to jest, ale wolę siedzieć cicho i tego nie ruszać, a nóż gryzie??
Dziś dzień spędziłam na lenistwie. Muszę się wreszcie wyspać. Rano wyszłam na balet, ale nie wiedzieć dlaczego pomyliłam autobusy i tym samym poddałam się w walce z czasem. Wróciłam wściekła do domu i cały dzień w nim spędziłam. O przepraszam wybrałam się do Ogrodu Japońskiego niedaleko mojego lokum. Gdy przechodziłam przez park graniczący z japońskim natrafiłam na grupę mieszkańców parku. Spali w kartonach, dookoła nich leżała sterta śmieci, a z tego wszystkiego unosił się smród nie do wytrzymania. Ogród japoński jest niewielki, wstęp płatny 5 peso. W ogrodzie jak zwykle oczko wodne z potężnymi rybami. Ciszy tu też za bardzo się nie uświadczy, bo miasto huczy, żyje, rozmawia. I tak kolejny mijał dzień mojej samotni. Sama na sam ze sobą. Taki pobyt samemu ze sobą, bez bliskich, bez ludzi którzy mieszają w twoim życiu, bez „dobrych” doradców, pozwala poznać siebie, wejść w głąb siebie, usłyszeć siebie i starać się siebie zrozumieć. Lecz moja tęsknota za „znajomą” mi bliskością towarzyszy mi każdego dnia i nie pozwala w pełni cieszyć się moim Buenos. To cudowne miejsce, z którego chciałabym nigdy nie wrócić, do którego chciałabym sprowadzić moją bliskość.
Gdy tak dumałam nagle na przeciwko mnie stanęło coś. Większe od szczura, brązowe, z długim ogonkiem. Podeszłam, a to mi buta powąchało. Ja uciekłam, a to zostało.
Co to było?? Nie wiem, ale prawdopodobnie był to jednak szczur. W Buenos są bowiem gigantyczne szczury.

Na milondze w Practicax pojawiłam się o północy. Wcześniej nie ma po co przychodzić. O tej porze jest i tak jeszcze pusto zatem można swobodnie potańczyć, z czasem robi się tłok.
Dziś pokaz: Bruno Tombari & Mariangeles Caamaño VS Rodrigo Palacios & Agustina Berenstein
Wjazd 10 peso. Milongą tutaj rządzą klasycy tanga, jednym z nich był mój ulubieniec Di Sarli. Parkiet opanowany jest bardziej przez nuevo niż salon. To chyba najbardziej nuevo milonga, albo ja dziś takie odczucie miałam. Standard milongi zachowany czyli stoliki dookoła parkietu, ale nowoczesna, nikt nie je ale wszyscy piją. Ale tylko jednostki się upijają. Na owym parkiecie śmignęła mi przed oczami znana nam Warszawska para tangowa Mateusz i Kasia. Przyszło parę osób z seminarium od Chicho, by spędzić ostatnią milongę w Buenos, bo jutro już wyjeżdżają.
Na czas pokazu na Sali zrobiło się czerwono, z tyłu zaświecił się napis X, a po bokach poszły strumienie światła. Ludzie zasiedli dookoła, przy stolikach i na parkiecie. Na środku jak zwykle stanęło dwóch prowadzących, opowiadając coś, śmiejąc się, komentując. W końcu przedstawili pary, które miały wystąpić. Poczułam się jakbym była w USA na zawodach walki w błocie lub jak bym była na planie filmu Mad Max contra Predator, a nie na pokazie tanga.
http://picasaweb.google.pl/Martahari13/03032010#5445630506224265666

Im czas leci, i obserwuje tańczące pary dochodzę do wniosku, że oni wszyscy są jednakowi. Takich par jest tutaj na pęczki. Nikt się nie wybija, tańczą poprawnie, ale bez zachwytu. Oczywiście każda z tych par jakby do Polski przyjechała, byłaby najlepsza. Nie piszę tu o tych najlepszych. Ci najlepsi, nie uczą po szkołach. Oni podróżują, ewentualnie robią seminaria, dają lekcje prywatne, pokazy. Oni sami nie uczyli się i nie uczą u sław. Ich nauczyciele są często nikomu nieznani, albo już tak starzy że scena jest już tylko w ich wspomnieniach.

Co ja mam pisać o milongach?? Wygląd sali, muzyka, tangueros opisałam w jednej z notek. Różnica jest w wieku tańczących, w stylu, w elegancji lub luzie. PracticaX jest najbardziej nuevo, ale tak jak już napisałam z klasyczną muzyką. Tangueros w większości młodzi, jedni tańczą klasycznie inni jednostkowo próbują nuevo. Ludzie przychodzą zadbanie i schludnie ubrani. Dziewczyny uczesane, wymalowane, z wymalowanymi paznokciami, zazwyczaj w sukienkach, a jak w spodniach to szytych na modę tangową. Jeśli chodzi o mężczyzn znajdą się „wybitne” jednostki w jeansach na milongowej nocy. Nikt tu nie przychodzi z biegu, milonga to specjalny wieczór, na który trzeba się przygotować. Jeśli ktoś jest zaniedbany to wiadomo że turysta, który właśnie skończył zwiedzanie i wpadł na chwile.

Wracam do obserwowania mojego „haczyka”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz