niedziela, 7 marca 2010
Dzień siedemasty, 3 marca. Stara milonga.
Między ciszą a ciszą
sprawy się kołyszą
i idą
i płyną
póki nie przeminą
każdy swoje sprawy
trochę dla zabawy
popycha przed siebie
po zielonym niebie
a ja leżę i leżę i leżę
i nikomu nie ufam
i nikomu nie wierzę
a ja czekam i czekam i czekam
ciszę wplatam we włosy
i na palce nawlekam
Liceum, stare dobre czasy :), łezka w oku mi się zakręciła jak właśnie w radio PIN rozbrzmiały słowa piosenki „Między ciszą” G.Turnau. Uwielbiałam wtedy słuchać jego i Marka Grechuty piosenek.
W Buenos jak tylko słońce zniknie za horyzontem od razu staje się noc. Nie ma szarości, jest jasno lub ciemno, przynajmniej o tej porze roku. Uwielbiam noc, zawsze ją uwielbiałam. Dziś po lekcji zostałam zaproszona przez mojego nauczyciela na milongę. Przez 3 godziny tańczył ze mną co było kolejną lekcją: tanga, walca, milongi. Poczułam się ja w Wawie, kiedy Mistrz ze mną tańczył i dawał uwagi.
- Pamiętaj przez pierwsze 5 tand, masz tylko skupić się na jednej uwadze. Pilnuj prawą rękę, by nie uciekała, do tyłu. To jedyna uwaga na dziś do zrealizowania. Na następnej milondze będziesz realizować kolejną. Od szóstej tandy masz wyłączyć myślenie, zrelaksować się i bawić się tańcem i muzyką. Zacznij interpretować muzykę nawet jeśli nie zrobisz nic technicznie.
- Ale ja nie potrafię tańczyć milongi.
- hmm…
- Widzisz nie potrafię.
- Tak?? A kto zatańczył ze mną 2 tandy milong??
- To Ty tańczyłeś, ja nic nie robiłam. Przebierałam tylko nogami.
- hahaha, to wystarczyło. Dałaś się poprowadzić.
Niby nic, ale dla mnie to było znów bardzo wiele. Kolejna lekcja, praktyka. To niesamowite uczucie kiedy wreszcie mogłam zatańczyć milongę bez stresu że mi się nogi plączą.
Milonga, na której byłam była dla starszych ludzi, wszyscy samotni. Wszyscy się witali serdecznie, z radością, bo dawno się nie widzieli, czasem latami. Przyszedł piosenkarz tang argentyńskich, Argentyńczyk, który mieszka w Londynie. Przyjechał na wakacje w rodzinne strony. Zadbani starsi ludzie. Każdy tańczył rozkoszując się każdym krokiem, przeżywając każdy dźwięk muzyki. Wszyscy bardzo elegancko ubrani, zadbani, każdy coś pił, jadł, rozmawiał. Najbardziej urzekła mnie starsza para. Ona maleńka, on dwa razy wyższy od niej, ale nie przeszkadzało im to w tańcu. On ją wchłonął w siebie, ona się wtopiła w niego. Wtuleni w siebie jak dwa gołąbki płynęli raz po raz po całej sali.
- Widzisz tę w średnim wieku kobietę, w czarnej spódnicy??
- Tak
- Dziś to jedyna kobieta, które tańczy elegancko. Łączy kostkę do kostki, stawia równej długości kroki, kolano za kolanem, złączone tak że widać tylko jedno, prosta sylwetka, a nie zwieszona na partnerze. Czy teraz po tych kilku lekcjach ze mną potrafisz wskazać, kto tańczy poprawnie??
- Tak
- To dobrze, obserwuj i wybieraj to co Ci się podoba, to co chcesz naśladować, wybieraj kwiaty spośród chwastów.
- Już kiedyś słyszałam dokładnie te same uwagi.
- Wiem.
Gdy wracałam do domu przejeżdżałam przez dzielnicę jedną z tych gorszych. Gisela kiedyś spytała się mnie:
- Nie boisz się sama wracać w nocy do domu?
- Nie myślę o tym. A czy mam wyjście??
Grupki młodych ludzi nie wiadomo skąd nagle się pojawiły i zaczęły grzebać w wielkich śmietnikach. Co róg, załamanie w murze widziałam młodych śpiących w kartonach, przykrytych kawałkami jakiś szmat. Śmieci walały się po ulicach. Ktoś pewnie rano to wszystko sprząta. Smutny widok, przecież każdy z Nas mógłby być na ich miejscu.
….
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz