piątek, 5 marca 2010

Dzień piętnasty, 1 marca. Zostawić wszystko czasowi.


„Nie martw się, że przyszłość jest daleka, ciesz się, że istnieje”



Przez chwilę zapomniałam, że ten blog tak naprawdę jest dla mnie, bym pamiętała dlaczego tu byłam, po co, i jak się czułam, a te tanga przypomną mi te chwile.

Di Sarli, kiedyś nie wiedziałam kto to jest, a dziś to najpiękniejsze tango, za którymi tęsknie
http://www.youtube.com/watch?v=v53XHFlZNxA.

1 marca zeszłego roku był najważniejszym dniem w moim dotychczasowym życiu, zmienił praktycznie wszystko. Przywitałam ten dzień uśmiechem, potem były łzy. W tym roku witałam ten dzień łzami zatem dalej może być już tylko lepiej.
Te słowa usłyszałam dziś, gdy wybiła północ:
http://www.todotango.com/spanish/las_obras/letra.aspx?idletra=1289

Miałam jedną z cięższych nocy, ciężką rozmowę, łzy, bo nie potrafię być tu i tam jednocześnie. I wtedy włosy rwę, i załamuję ręce, i to są te chwile, z którymi się borykam. Ciężko jest tu być samemu. Dobrze że jest Gisela, raz w tygodniu gdzieś wspólnie się wybierzemy i mam wtedy z kim pogadać.
Czasami przez chwilę trzeba iść osobnymi drogami, ale biegnącymi obok siebie, by ominąć przeszkodę, by móc znów powrócić na ten sam tor. Nieważne jest gdzie się mieszka, ale z kim, i kto Nas otacza, rodzina, przyjaciele. Czas jest najlepszym doradcą i jemu pewne sprawy należy zostawić.

Dziś znów 1 marca i tak samo ważny dzień jak tamten, choć w innych kategoriach, bo tylko zawodowych. Poznałam Mistrza Mojego Mistrza.
- Im dalej jesteś od Obelisku, tym tango jest słabsze.
- Czy to znaczy że Europejczyk nie będzie nigdy tak tańczył jak Argentyńczyk??
- Oczywiście że będzie. To czy ktoś będzie stał na szczycie piramidy nie zależy od pochodzenia tylko od codziennych treningów. Argentyńczyk nie rodzi się z talentem do Tanga. Najpierw było tango jako muzyka. Jedyna różnica jest taka że gdy małe dziecko siedzi u dziadków i np.; rysuje coś na kartce, w tym samy czasie dziadkowie słuchają płyt z tangami lub z radia rozbrzmiewają dźwięki tang i dzieciak zaczyna w rytm muzyki malować. Każdy jest tu wychowywany w rytmie tanga, ale nie każdy rodzi się by go tańczyć. W innych krajach to że ktoś zaczął tango tańczyć to dlatego że widział show i myślał że to jest właśnie tango. Tango Argentyńskie jest tragiczne, a nie dramatyczne, jak to pojmuję większość tańczących. Każdy najlepszy tancerz zaczynał od tango de salon. To jest najtrudniejsza technika, bo bardzo precyzyjna, dokładna, czysta, estetyczna, elegancka. Gdy do perfekcji opanujesz styl salonowy wtedy nuevo czy show są łatwe, ale nabierają tez gracji i estetyki. W Buenos Aires teraz tez jest moda na nuevo, ludzie ledwo na nogach stoją, dziewczyny bez gracji machają nogami, i mało kto potrafi zatańczyć tango de salon. Pamiętaj że nawet twoi idole Roberto Reis czy Guillermina Quiroga wyszli od de salon. Potem po kilku latach wybrali swoja drogę, którą stało się show, ale na milongach pięknie tańczą salon. Ale to jest najwyższa półka tancerzy. Najpierw trzeba nauczyć się być damą, potem estetyki tanga de salon, a potem robić nuevo czy show. Jeśli zaczniesz od odwrotnej kolejności to staniesz w miejscu. I pamiętaj to nie Buenos Cię nauczy tylko ty sama ćwicząc codziennie mozolnie.
- A emocje??
- Właśnie na to potrzebny jest czas spędzony z tymi tutaj ludźmi. Emocji się nie uczy one są wyzwalane.
- Byłeś w Polsce??
- Tak, 8 razy. Warszawa i Kraków. Bardzo upodobałem sobie Warszawską Pragę. W Buenos Aires spędzam 3-4 miesięcy, reszta to świat.
- Ja też zauroczyłam się Pragą. Gdy wrócę do Warszawy to właśnie chcę tam.
- Jeśli chcesz poczuć tango musisz żyć jak mieszkańcy BsAs. Jeździć autobusami, metrem, rozmawiać z Argentyńczykami, mieszkać z nimi, mieć wśród nich znajomych, poznać ich kulturę, zasmakować tego jedzenia i picia, uczyć się tego języka. Zobaczyć prowincję, zrozumieć tych ludzi.
A jeszcze jedno, jeśli chcesz dobrze tańczyć nie kupuj butów z Comme Il Faut
- Już to kiedyś słyszałam, wszystkie te same uwagi słyszałam i podobnie byłam uczona.

Pan w średnim wieku, wciąż tańczy, uczy, jeździ po świecie. Myślałam że to tylko lekcja i każdy pójdzie w swoją drogą. Ale lekcja trwa cały czas. Nauka trwała jeszcze przez 2h gdzie siedzieliśmy w kawiarence, a ja słuchałam Go, patrzyłam jak pokazywał, porównywał style, estetykę, tłumaczył. I co jakiś czas wybuchał śmiechem patrząc jak w głowie mi się kotłuje gdy próbowałam przyswajać wiedzę:
- Ale ja to wszystko wiem, tylko ciało jeszcze nie nadąża za tym.
- Wiem, że wiesz. Miałaś świetnego nauczyciela. Teraz tę wiedzę w „nogi” włożyć trzeba. Przygotowanie dobrej, zaznaczam dobrej partnerki trwa 5 – 2 lat.
- 5? 2?
- Tak, 5 lat potrzeba by przygotować taką dziewczynę, która jest zielona jeśli chodzi o taniec, a 2 lata dla tej, która tańczyła. Po tym czasie dopiero można powiedzieć że ma się dobra partnerkę, wcześniej to uczennica. Każdy szkoli partnerkę pod siebie, nikt nie szkoli partnerki dla kogoś. Dlatego też zawiera się umowy, zazwyczaj na 10lat, wtedy taki taniec ma sens.
- Wszystko to już słyszałam.
- Wiem.

Siedziałam i słuchałam uwag, i chłonęłam jak najwięcej się dało. Bo nauka to nie tylko lekcja techniki na sali, ale to też rozmowa.

Wieczór jak co-dzień czyli milonga w Salon Canning. Chodzę tam bo mam blisko, ale chyba czasem trzeba zmienić poniedziałkową milonge na inny lokal.

Saludos

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz