"Na próżno umysł stara się dotrzeć dalej niż serce, nigdy nie zajdzie tak daleko"
Od tygodnia Maria nakręca nas na lekcji baletu. Potem omawia wszystkie błędy, oj jest ich sporo :). Na koniec semestru chce pokazać Nam filmiki by każdy mógł ocenić jakie postępy zrobił w przeciągu kilku miesięcy. Maria to młoda prześliczna, drobniutka mulatka. Prowadzi własne studio tańca gdzie przewodnią techniką jest balet klasyczny, ale specjalizuje się też w technice Marthy Graham. Miła, zawsze uśmiechnięta, pogodna baletnica.
Wielu Argentyńczyków jeździ na motorach. Nie ma się im co dziwić. Przez większą cześć roku, jest ciepło i pogoda sprzyja motocyklowym podróżom. Dziś w drodze na zajęcia widziałam grupkę młodych na jednej z głównych ulica, którzy leżeli na swoich zabawkach, opalali się w słońcu, palili, śmiali się. Nikt sobie nie robi problemu, że jest to centrum miasta, a nie plaża, czy zlot motocyklowy. Ktoś włącza na cały regulator muzykę w samochodzie, ludzie chodzą i śpiewają, ktoś gdzieś stoi na przystanku i tańczy. Ludzie czują się tu swobodnie, to jest ta jedna z rzeczy, która mi się tu tak podoba
Na skrzyżowaniu stał potężny grubas, z długimi, czarnymi kręconymi włosami. Znajoma mi postura, ale z daleka jeszcze nie rozpoznawałam.
- Hola, jedziesz do La Viruty?? Czekam na Taxi, mogę Cię zabrać.
- Dzięki Chicho, ale idę na technikę.
- Do Dany??
- Tak
I tak spotkałam słynnego Mariano „Chicho” Frumboli, który śpieszył się na swoje zajęcia.
Dana Frigoli, w każdy czwartek w szkole DNI Tango, prowadzi tak zwane zajęcia z techniki. Jeśli ktoś nigdy nie tańczył żadnego innego stylu, to rzeczywiście pomyśli że to technika tangowa. Zajęcia z nią to contact improwizacja, a nie żadna technika tangowa, i myślę że tak tez powinny się te zajęcia nazywać, bo tylko zmylają tym ludzi. Dana jest bardzo dobrą tancerką tanga nuevo, ale byłam u niej dwa razy już na zajęciach i rozmowa z nią utwierdziła mnie że tak właśnie wyglądają każde jej zajęcia. Odpuszczam, szkoda pieniędzy, lepiej wydać je na zajęcia z tymi co latami specjalizują się w technice tańca współczesnego, a zwłaszcza w odmianie contact-impro. W Polsce polecam Iwonę Olszowską, Krakowiankę, ale znaną całej Polsce za swój jedyny i niepowtarzalny styl. W Warszawie współpracuje z Anną Piotrowską. Oczywiście jak najbardziej contact-impro jest wskazany dla tańczących tango. Przecież tango to dotyk, to bliskość.
Dana wprowadza bardzo pogodny wesoły nastrój na zajęciach, co powoduje że kursanci bez skrępowania ćwiczą, tańczą, rozluźniają się. Od samego początku zrobiła na mnie wspaniałe wrażenie jeśli chodzi o osobowość jak i jako tancerka. Jest bardzo naturalna, i swobodna, wydaje mi się że zawsze jest sobą, a nie zmienia się kiedy wybija godzina kursu. Jeśli jest pogodna to okazuje to, jeśli jest pełna euforii to wygłupia się, gdy czuje zmęczenie też tego nie ukrywa. Jest to nieprofesjonalne, ale nie zapominajmy że w większości ludzie przychodzą dobrze czas spędzić, otworzyć się i nauczyć się tańczyć na milongach. Nie myślą by uczyć się techniki na scenę. Oni chcą dobrze bawić się na milo. Jeśli ktoś chce na scenę to bierze lekcje prywatne. W DNI pojawia się cała masa obcokrajowców, stąd też zajęcia prowadzone są po hiszpańsku po czym tłumaczone na angielski. Dana zazwyczaj bierze kogoś z kursantów gdy pokazuje ćwiczenia, by tym samym udowodnić że tańczyć można z każdym, niskim, wysokim, grubym, chudym etc. , jeśli pojmie się technikę tańca.
"Człowiek, który nie umie się uśmiechać, niech nie otwiera interesu".
W moim odczuciu wszystkie te słynne/znane/polecane szkoły (DNI, Tango Brujo, PracticaX … ) to jedna wielka masówka, McDonald’s Tangowy. Uczą tam dobrzy tancerze (niekoniecznie nauczyciele), ale nie zawsze jest to to czego szukamy.
Nie ma się jednak co okłamywać, żeby nauczyć się dobrze tanga warto zawitać do BsAs. Jednak nauka zależy od Nas nie od pobytu tutaj. BsAs wskazuje nam tylko drogę, a my musimy tę drogę sami przejść.
Przypomniały mi się słowa kilku osób z Warszawy:
- Wiesz Marta, widzieliśmy pokazy wielu polskich par tangowych, a potem argentyńskich podobno tych przeciętnych. Cudownie się na Was patrzy i podziwiamy Was bo jesteście naszymi nauczycielami, ale niestety Polskie Tango ma się nijak do Argentyńskiego to dwa różne tańce.
Smutno mi się wtedy zrobiło, że tym ludziom nie daje się tego czego się spodziewają. Nie daje się tanga tylko gimnastykę. Nie uczy się miękkości ruchu, rozkoszowania się nim, estetyki. Uczymy się figurek, kroków, a nie sensu tanga. Uczymy się nuevo, które jest piękne i wspaniałe na scenę, a nie na milongę. Dziś w Soho Tango pojawiła się jedna para, która wymiatała nuevo. Rzucali się w oczy, bo wyglądali co najmniej śmiesznie przy pozostałych, którzy bujali się z nogi na nogę. Obcokrajowcy jak się okazało. Na kim chcieli zrobić wrażenie?? Na tych zawodowych tangueros co tam tez byli?? Nie udało im się to.
Chyba właśnie po to warto choć raz w życiu być w Buenos, by poczuć prawdziwy sens Tanga Argentyńskiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz