niedziela, 7 marca 2010

Dzień dziewiętnasty, 5 marca. Handel i interesy.

„Ludzie nie mają dość sprawiedliwości w sercu, dlatego wymyślono wagę i korzec”

Od tygodnia Buenos nawiedzają upały. Niby tylko 30 stopni, ale ta temperatura utrzymuje się też o 21:00. W ciągu dnia z błękitnego nieba leci żar. Ciężko się ćwiczy, duszno, gorąco, wilgotno. Czasem nie ma czym oddychać.
Kolejny dzień za mną. Dziś odpuściłam milonge, złapałam doła, zatonęłam we łzach. Wołałam wieczór spędzić w domu. Znam lekarstwo na te doły, ale nie zawsze jest ono tak łatwe do osiągnięcia.
Po lekcji baletu i tanga poszliśmy na chwilkę porozmawiać do pobliskiej i znanej mi już kawiarenki. O czym?? Jak to o czym?? O tangu. Ale dziś myślami byłam bardzo daleko, w Polsce. Odczulam dziwne zmęczenie, ale psychiczne nie fizyczne, zmęczenie tymi myślami. Lekcja tanga też dziś była trudna. Nie przerabiałam wiedzy, którą mi On tłukł do głowy. Poczułam się jak rok temu kiedy zaczynałam poznawać tango, wtedy dostawałam porcję wiedzy, której nie zdążałam przerabiać na kolejny dzień. Dostałam wtedy wiele wiedzy, i cała pozostała w mojej głowie. Nie zmarnowałam jej i nie zamierzam. Dziś niby nic nowego nie usłyszałam, a jednak.

W Buenos Aires też mają Hale Banacha !!! Ale X razy większe niż nasze Warszawskie. Tandeta na tandecie, tylko nie jestem pewna czy z Chin czy z Tajwanu. Tanio i kolorowo. Przeszłam całą ulice Peyrredon (Av. Peyrredon to jedna z głównych ulic) by podziwiać te „cuda”. Ulica obsiana nie tylko sklepikami, ale i straganikami na chodnikach. Ludzie poruszają się w żółwim tempie. Jeden drugiemu rzepkę skrobie. Każdy leniwie wchodzi po drodze do każdego sklepiku, obejrzeć coś, przymierzyć, a może kupić. Sprzedawcy próbują wcisnąć wszystko, nawet jeśli jest coś za małe lub za duże to będzie przekonywał że to właściwy rozmiar, byle tylko klient coś kupił. Jeśli jednak klient uparcie twierdzi że nic na niego nie pasuje, wtedy kupiec wyciąga kolejne rzeczy, w takim kolorze jakim sobie klient życzył. Prosty przykład: chciałam sobie kupić czerwone płaskie sandałki. Masa ich jest, ale nie w rozmiarze 38. Skoro nie ma tych co ja chcę, to przyniesiono mi czerwone, ale w innym fasonie i nawet w innym stylu. Skoro i te nie pasują to dostałam do przymierzenia w takim fasonie w jakim chciałam, ale w innym kolorze.
- Dziękuję, wiem czego chcę i czego szukam.
I tak wyszłam z niczym, ale szczęśliwa, że nie wydałam niepotrzebnie pieniędzy.

Nie mam siły i ochoty dziś pisać. Tak właśnie jest czasem w Moim Buenos, ale każdego dnia do przodu, choć któregoś dnia zrobię jeden krok wstecz, wiem kiedy, i wiem dlaczego :).

1 komentarz: