Parque Northe to potężny kompleks sportowy. Korty tenisowe, boiska do piłki, baseniki, brodziki, place zabaw dla dzieci, a wszystko otoczone zielenią. Zadbane, czyste schludne. Każdy coś znajdzie dla siebie. Wszystkie miejsca oblegane. Cena: 35 peso!!! Jeśli to za cały kompleks to tanio, ale jeśli za basen to przesada.
- Najpierw musisz się wykąpać, a potem obejrzy Cię lekarz.
- Lekarz??
- Tak, takie są procedury. Sprawdzają czy ktoś nie ma grzybicy czy innej choroby skóry. Jeśli tak, wtedy ten ktoś nie może wejść.
Po obejrzeniu przez lekarza, dostałam karteczkę – Zdrowa – i tak weszłam na basen. Basen rozległy, woda lodowata, ale nikogo to nie zraża, żar z nieba leci.
- Chcesz uczyć się hiszpańskiego czy naszego języka?? Czy wolisz taki formalny, poprawny czy nasz niechlujny??- spytała Gisela, która próbowała mi wytłumaczyć gramatykę.
- Jest mi to obojętne, bylebym potrafiła się dogadać. Przecież w Hiszpanii lub w innych krajach hiszpańsko- języcznych też zrozumieją mój argentyński.
- Tak, oczywiście.
Lubię ich język, lubię ich słuchać, mają taką ciepłą tonację, którą wprowadzają spokój. Tak absurdalnie to brzmi, przecież Argentyńczycy jawią się nam jako krzykliwi niepoukładani ludzie. Wręcz przeciwnie, może na wakacjach są tacy, w chwilach wolnych od pracy, w chwilach odpoczynku. Mają w sobie spokój, ciszę, nie spieszą się.
3h w argentyńskim słońcu było prawie zabójstwem dla mojej skóry. Czerwona, wysuszona, piecze.
Zapomniałam o bólu gdy ujrzałam Rio de la Plata. Rzeka, której drugiego brzegu nie widać. Wydawało mi się że widzę morze. Wędkarze, jeden obok drugiego. Każdy coś na pewno złowił. I znów przypomniały mi się ubiegłoroczne wakacje w Grecji, tyle tylko ze tu nie ma takich wielkich, czarnych robali jak tam. Ale była plaża, i morze.
http://www.youtube.com/watch?v=Gkb8FIq188s
http://www.youtube.com/watch?v=b6IivtOiRRk
Na milongę udałam się do Club Sunderland. Klub zupełnie inny od pozostałych milong. Przychodzą tutaj w większości Argentyńczycy, brak obcokrajowców. Tu dobrze tancza. Tu przychodził m.in. Orlando Paiva:
http://www.youtube.com/watch?v=HjpJhWFHCKA
Zwykła sala gimnastyczna, która na jedną w tygodniu noc, sobotnią noc zmienia się w milongę. Czasem warto przeplatać nowe milongi tymi starszymi, w końcu i my któregoś dnia będziemy wierni tym milongom, które teraz znamy, a nasi młodsi następcy znajdą inne miejsca. Nowocześniejsze.
- Przepraszam że się spóźniłam na lekcję. Ale jeden z pasażerów powiedział mi że Av. Congreso 4300 to tutaj i wysiadłam. Okazało się że wysiadłam za wcześnie i 30 min szłam pieszo.
- Nic się nie stało, została nam jeszcze 1h. Ale co z Twoją skórą.
- Nic „lekko” czerwona. Jutro będzie lepiej.
- Tak, jutro będzie lepiej, w poniedziałek jeszcze lepiej, we wtorek najlepiej, a w środę znów pójdziesz pływać.
- :)
Środowisko mieszane, starsi i młodsi tangueros. Minusem milong jest niesamowity tłok, i to wszędzie nie tylko w tych popularnych miejscach. Przepięknym widokiem były dzieci, od maleństw noszonych na rękach po nastoletnie pociechy. Dzieciaki regularnie z rodzicami przychodzą tutaj w sobotę i dorastają w tym środowisku, może któreś z nich to przyszły Veron, Naveira czy… ktoś tam. Czemu u Nas tego nie ma? Milongi tutaj są zupełnie inne jak w Polsce. Powtórzę się po raz kolejny: ludzie specjalnie na ten wieczór się stroją, ale bez przepychu i tandety. Przychodzi się tak jak do restauracji, wszyscy siedzą, jedzą, piją, rozmawiają, a w miedzy czasie tańczą tango. Są organizowane konkursy gdzie można wygrać np. dziś buty do tanga, oraz pokazy tangowe.I Sunderland to typowa klasyczna milonga. Kelnerzy zbierali zamówienia, a każdy jak zwykle jadł pił, bawił się. Zwykła zabawa, potańcówka, spotkanie ze znajomymi. W toalecie znów kobieta sprzedawała kosmetyki, a nawet cukierki. Cały czas tego nie mogę zrozumieć, dlaczego tam?? W końcu zapytam, bo mnie to coraz częściej nurtuje. Przychodzą tutaj tancerze i tancerki, z którymi świat tanga w Buenos się liczy. Mi obcy, nieznani znikąd ludzie. Dziś tez byli. Świat tancerzy tanga jest tu olbrzymi, każdy próbuje zasłynąć, zabłysnąć, wybić się, ale tylko nielicznym się to udaje, tym tak zwanym najlepszym, tym co mają to coś w tańcu. Przyszedł sam we własnej osobie Fabian Salas z partnerką, i rozdawali wszystkim ulotki o seminarium jakie zorganizowali tangueros nuevo.
- Zatańczę z tobą pierwsze trzy tandy, a potem zostawię Cię samą byś mogła z innymi potańczyć, być może z lepszymi ode mnie.
- Tę lekcję też już mi wyłożono.
- Jest coś czego nie wiesz??
- Tak, dlaczego.
- Dlaczego co?
- Dlaczego jestem tu, dlaczego sama i dlaczego wszystko się tak ułożyło.
- Znajdziesz na to pytanie odpowiedź, ale teraz tańcz.
W BsAs nabrałam odwagi na milongach, bo nikt mnie nie zna, nikt nie komentuje. Każdy skupiony jest na sobie. Milonga to zabawa, przyjemność, to chęć przebywania z ludźmi podobnymi do nas. Oczywiście przychodzą tutaj tez nadęte bufony. Ludzie tez pewnie plotkują, ale nikt nikomu nie szkodzi. Każdy bowiem znajdzie dla siebie miejsce w tym światku tangowym. Tę odwagę zamierzam zabrać ze sobą do Polski.
Atrakcją każdej soboty w Sunderland jest pokaz tanga. Dziś zaprezentowali się Niemka i Anglik:
- Kim Oni są?? Znasz ich??
- Nie, nie mam pojęcia.
Zadałam to pytanie kolejnym gapowiczom, nikt nie wiedział. Nieważne, są a tzn. że lubią robić to co robią czyli tańczyć. Tańczyli poprawnie, bez fajerwerków, rewelacji, ale poprawnie. Przyjechali do Buenos i mieli odwagę zatańczyć pokaz dla Argentyńczyków. Dlaczego nikt z Polski tego nie zrobi? To chyba jedna z lepszych metod by się sprawdzić czy ma się podstawy do chodzenia z zadartym nosem. Zadarty nos jednym dodaje uroku :), a innych oszpeca jeszcze bardziej. Zawsze uważałam że lepiej być najgorszym wśród najlepszych niż najlepszym wśród najgorszych. A najlepiej, najlepszym wśród najlepszych.
W Buenos jest dziesiątki tańczących par, więc przez najbliższe lata Sunderland ma kogo zapraszać. A jak się Ci skończą to przyjdą nowi.
Słońce dziś mnie lekko wykończyło, ale mimo to szłam na parkiet by praktykować. Nauczyć się z „każdym” tańczyć, poznać jak różni partnerzy prowadzą. Czasem przeszkadza brak znajomości hiszpańskiego, między jednym a drugim tangiem partner chce porozmawiać, a tu ja nie znam hiszpańskiego, a on dwa słowa po angielsku. Czasem jednak trafi się ktoś kto:
- Nie mówię po hiszpańsku - mowię
- My idziemy tańczyć czy rozmawiać??
O 4 rano jednak padłam.
- Chyba jesteś śpiąca?
- Trochę.
- Zatańczysz ze mną ostatnią tandę i zmykasz do domu.
- Ok.
Gdy rozbrzmiały dźwięki ostatniego dziś tanga dla mnie, myśli uciekły daleko, poza granice Sunderland, Buenos, Argentyny, Ameryki.
- To twoje ulubione tango.
- Tak
- Kiedyś je znów zatańczysz, ale już nie ze mną.
- Wiem, jak zwykle wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz