- Witajcie Słońca:)65, jest 11:00.
- Wstajemy.
I wstali. Nie wiem jak to się dzieje że 5h snu mi wystarcza, nie wiem jak innym. Dziś niedziela, zatem rodzinny czas. Obiad, rozmowy, śmiech. Tak, właśnie to. Nie, nie chciałabym w Buenos mieszkać sama, bo wszystko dobrze jak się ma cały dzień zajęty, ale co gdy nagle pojawia się pustka?? Nie chce się wracać do pustego domu. Mama Giseli dziś przygotowała obiad. Jej ojciec witał się ze mną ściskając za każdym razem jak mnie gdzieś ujrzał i śmiał się. Opowiadał mi jakieś historie, i nie przeszkadzał mu fakt że nic nie rozumiem, nie zrażało go to. Wręcz przeciwnie, zaczął mnie uczyć.
- No to napijesz się ze mną wina?
- Tak, dziękuję
- I jeszcze szklaneczka?? To dobre na trawienie.
- Dziękuję
- A to jeszcze po jednej zostało
- To dla Pana żony
- Nie, nie dla niej przyniosę drugą butelkę,
Ojciec rodziny oczywiście zasiadł na środku, na końcu stołu by wszystkich widzieć, żona po jego prawicy, po lewicy najstarszy syn i jedyny, a reszta dalej.
- Szorki!! – krzyczy Eva, mama Giseli
- Mamo nie Szorki, tylko Dżorki
Ojciec jest lepszy, ani Szorki, ani Dżorki tylko Ziorki.
Argentyńczycy, czemu się wciąż uśmiechają?? Wielu z nich tak jak np.: rodzina Giseli nie opływa w dostatek, cały tydzień w rozłące, bo taka praca, a mimo to się uśmiechają. A może dlatego się uśmiechają, bo znów w tej chwili są razem? Nieważnie, ja bym właśnie tak chciała żyć, cieszyć się takimi chwilami, chwilami bycia razem. Nie myślę o rozstaniach, żeby nie tęsknić. Mały domek, ogródek, zapach kwiatów, wiatr, to tak niewiele, a jednak.
- Kto dziś zmywa po obiedzie, Marta ?– mówi głowa rodziny
- O co chodzi?? No entiendo.
- No es importante, ważne że to robisz.
- Ale co??
- Zmywasz po obiedzie.
- Nie, hahaha.
Turyści płynęli falami, zarówno w bazylice jak i na placu przed i na uliczkach. Co jakiś czas dochodził śpiew włóczęgi, żebraka, chorego
http://www.youtube.com/watch?v=Sk1J-GaFv5g
A także głosy proszące o parę pesos. Kawiarenki o tej porze puste, mieszkańcy w domach odpoczywają z dala od upału, a turyści wolą zwiedzać.
- Co myślisz o kościele?? – pyta Diego
- W jakim sensie??
- Chodzi o instytucje kościoła? Czy jest Ci potrzebna?
- Moim zdaniem, wiara w Boga nie polega na chodzeniu do budynku, ale ludzie gdzieś zbierać się muszą, by wysłuchać wysłannika kościoła. Kościół dla mnie to przepych, a wiara przecież jest skromna, nie eksponuje się. Czemu służy kościół teraz?? Żeby w niedziele na sumę założyć nowy płaszcz, buty pokazać się sąsiadkom. Czy potrzeba zlotem ociekających ołtarzy by wierzyć?? Mi kościół nie jest potrzebny, Boga równie dobrze czuje w górach, tam chyba najlepiej. Kościół traktuję jak kolejny zabytek do odwiedzenia, ale szanuję miejsce gdzie chodzą setki ludzi. Jeśli chcę dowiedzieć się co jest napisane w Biblii nie muszę iść po to do kościoła by ksiądz mi to przeczytał, a potem powiedział kazanie na temat co on o tym myśli, a ludzie i tak nie rozumieją go. Potem wyklepanie z pamięci wszystkich modlitw także bez zrozumienia, komunia, i błogosławieństwo, po którym wszyscy idą na obiad i są szczęśliwi że niedzielne zadanie odrobili.
- Czyli nie jesteś praktykująca tak jak my??
- Tak, wystarczy mi że wierzę.
Niedziela to nie tylko kościół, to także spacery z rodziną, z psem, samotnie. Nie tylko w Buenos Aires, ale i na prowincjach dużo ludzi spędza wolny czas w parkach. Parki są śliczne, w większości zadbane. Oczka wodne praktycznie w każdym. Niestety nie udało mi się zobaczyć ludzi tańczących tango na skwerku pod gołym niebem, bo było za wcześnie. Następnym razem.
Po schodach na peron wczołgiwał się mężczyzna ze sparaliżowanymi nogami. Niby nic, kaleka, ale … ale bez wózka, bez pomocy, sam. Jego podróż po chodniku polegała na podnoszeniu się na rękach i przeciąganiu ciała. Brudny, obdarty, chory. Czasem w tych dalszych dzielnicach spotykam grupy ludzi (wielu młodych) żyjących w parkach, na ulicach, śpiących na kartonach, grzebiących w śmietnikach. Zazwyczaj pojawiają się takie mega grupy nocami, widzę ich gdy wracam z milong. Wtedy myślę: „przecież to mnie mogło spotkać takie życie”. Każdego z Nas. Mam ochotę robić im zdjęcia, ale nie potrafię, nie potrafię fotografować cudzej krzywdy, wystarcza mi obraz w mojej głowie.
Saludos
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz